jest 23:30. myślę o tym jak to dobrze wyjść ze szpitala, zostawić za sobą brudne korytarze, niemiłych lekarzy, umierających pacjentów, zamknąć drzwi, włączayć radio, przytulić się do Ukochanego, zjeść z nim kotlety. na przykłąd dzisiaj pacjentka z rakiem przełyku, całkjowicie nidrożna rura, zrobili jej dziurę w brzuchu, zeby nie umarła z głodu. Paliatyw, humanitarne postepowanie. zamykam drzwi i jestem daleko a ona tam umiera.
jutro 8 rano znowu zajęcia. bede sie uczyc dawek, postepowania, co zrobić jakie badania zlecić, złote standardy leki a za chjwilę powiedzą ze gastroskopisty w trakcie weekendu nie ma i to co przed chwilą powiedzieli to owszem robi się ale tylko w cywilizowanych krajach bo w całym mieście trzecim co wielkości w kraju, jak się klient z żylakami przełyku skrwawi w piątek to trudno jeśli nie doczeka do poniedziałku na gasrtoskopięnie to się go otworzy, na stół operacyjny i rach ciach ciach. oczywiscie zakłądając ze jest anestezjolog, bo bywa że ich brakuje. paranoja.
piękny zawód, powołanie, uczenie się o utopii. i jak tu zamknąc drzwi, wyjsć ze studenckiej szatni i cieszyc się wiosną